Wzrost i wytrwałość Falun Gong

Jak praktykujący tę tradycyjną buddyjską dyscyplinę stali się największą grupą więźniów sumienia na świecie

Kobieta dołącza do praktykujących Falun Gong podczas czuwania przy świecach przy Mauzoleum Lincolna w Waszyngtonie 20 lipca 2017 r., by uhonorować tych, którzy zostali zabici w trakcie prześladowań w Chinach, które chiński reżim rozpoczął 20 lipca 1999 r. (Benjamin Chasteen)

Kobieta dołącza do praktykujących Falun Gong podczas czuwania przy świecach przy Mauzoleum Lincolna w Waszyngtonie 20 lipca 2017 r., by uhonorować tych, którzy zostali zabici w trakcie prześladowań w Chinach, które chiński reżim rozpoczął 20 lipca 1999 r. (Benjamin Chasteen)

To były lata 80. i wczesne 90. i w Chinach panował szał na qigong. Po przeżyciu poważnej traumy po rewolucji kulturalnej (1966–1976), Chińczycy zaleźli sposoby na ponowne połączenie się ze swoimi starożytnymi duchowymi tradycjami, nie ryzykując, że zostaną uznani za zacofanych lub kontrrewolucjonistów.

Mimo tego jak silnie próbowała Komunistyczna Partia Chin wyeliminować starożytne chińskie praktyki duchowe w celu wszczęcia walki klasowej i zapanowania ateizmu jako nowej chińskiej kultury, to Partia nie była w stanie usunąć tradycyjnych duchowych wierzeń z ludzkich serc.

Zamiast powrócić do tradycyjnej religijności, chińscy nauczyciele duchowi zaczęli przeobrażać starożytną filozofię w nieszkodliwe ćwiczenia o świeckim brzmieniu, zwanymi ogólnie „qigong” (dosłownie „praca z energią”). Praktyki te reklamowano jako zapewniające długowieczność, wyższy poziom energii, poprawę zdrowia i tym podobne. Wkrótce można było znaleźć setki nauczycieli qigong działających ze społeczeństwem spragnionym tradycyjnych chińskich technik. Każdego ranka Chińczycy w każdym wieku gromadzili się w publicznych parkach, aby ćwiczyć różne formy ćwiczeń w stylu tai chi.

Siedząca medytacja Falun Gong

Oparte na starożytnych systemach medytacji i kultywacji szkół buddy i tao, praktyki te po dziesięcioleciach przewrotów kulturowych wypełniły głęboką potrzebę ponownego odkrycia chińskiej tożsamości, szał qigong otworzył też jednak drzwi przedsiębiorczym, samozwańczym guru. Niektórzy z nich twierdzili, że stając się wyłącznym członkiem ich szkoły ich adepci rozwiną super moce – czytanie w myślach, lewitację, zdolność znikania – lub że będą potrafili uwolnić leczniczą energię, umożliwiając im zostanie mistrzami qigong po trzydniowych warsztatach.

Pod płaszczem kultury popularnej Chińczycy mogli zgłębiać duchowość. Wielu entuzjastów, w większości z czystej ciekawości, próbowało dziesiątki rodzajów qigong, ale wielu miało szczerą nadzieję, że uda im się znaleźć coś, co mogłoby zaspokoić ich głębsze duchowe pragnienie.

Odrodzenie autentycznej chińskiej kultury

Podczas gdy wielu nauczycieli rywalizowało o wyznawców, na scenie pojawił się jeden, który zwrócił uwagę całych Chin. Urodzony w północno-wschodnim mieście Changchun, pan Li Hongzhi w młodości uczył się pod okiem buddyjskich i taoistycznych mistrzów. W 1992 roku pan Li zaczął nauczać w całym kraju udostępniając ogółowi społeczeństwa tradycyjne metody kultywacji poprzez starożytną metodę qigong zwaną FalunGong, znaną również jako Falun Dafa. Jego przemówienia nie przypominały wykładów innych nauczycieli qigong ze względu na skupienie w nich uwagi na standardach moralnych i samodoskonaleniu.

Jego przemówienia nie przypominały wykładów innych nauczycieli qigong ze względu na skupienie w nich uwagi na standardach moralnych i samodoskonaleniu.

Falun Gong naucza zasad prawdy, życzliwości i cierpliwości. Kładzie wagę na pracę nad charakterem i na cnotę – zamiast na nadprzyrodzone moce – uznając je za prawdziwą ścieżkę do zdrowia i duchowego wzniesienia. Pan Li pobierał tylko niewielkie opłaty za wstęp na pokrycie kosztów podróży i wynajmu miejsca. Chociaż nigdy nie reklamował swoich wykładów, cieszyły się one największą popularnością. Korzyści zdrowotne płynące z tej praktyki szybko się rozprzestrzeniły pocztą pantoflową i ostatecznie przyciągnęły tysiące osób.

Według oficjalnych chińskich szacunków, do 1999 roku Falun Gong praktykowało od 70 do 100 milionów ludzi, nie licząc tych, którzy przez krótki czas praktykowali sporadycznie. Stanowiło to średnio 1 na 13 osób w Chinach. W wielu przypadkach po zobaczeniu pozytywnych zmian jakie praktyka wywołała wśród przyjaciół i krewnych, praktykę podejmowały całe wielopokoleniowe rodziny. Praktycznie wszyscy znali kogoś, kto praktykował Falun Gong.

PRAKTYKA GRUPOWA Praktykujący medytują na placu Liaoning Industrial Exhibition Square w mieście Shenyang w prowincji Liaoning, 1998 rok.

Praktyka stała się tak popularna, że każdego ranka w publicznych parkach przed wyruszeniem do pracy zobaczyć można było setki ludzi wykonujących przy spokojnej muzyce ćwiczenia medytacyjne Falun Gong. Podczas gdy poranne grupowe ćwiczenia qigong są w Chinach częstym widokiem na publicznych placach, sama liczba uczestników w miejscach ćwiczeń Falun Gong była niezwykła. Wolontariusze bezpłatnie udzielali instrukcji ćwiczeń każdemu, kto chciał się uczyć. Kiedy jedno miejsce ćwiczeń stawało się zbyt duże, praktykujący dobrowolnie zgłaszali się do zakładania nowych w innych miejscach.

Wiele osób zostało początkowo przyciągnięte przez Falun Gong ze względu na jego działanie zdrowotne. Jednak istotnym powodem wypromowania Falun Gong były również jego proste i jednoznaczne wymagania wobec praktykujących: żyj zgodnie z prawdą, życzliwością i cierpliwością, porzuć negatywne przywiązania i bądź odpowiedzialny przed sobą i innymi. Pan Li zniechęcał do fanatyzmu jaki praktykujący z innych szkół qigong tak często okazywali swoim mistrzom i zamiast tego zachęcał praktykujących Falun Gong do skupienia się na tym co jest ważne – na staniu się lepszym człowiekiem.

Chińczycy rozpoznali w naukach Falun Gong podstawowe zasady podzielane przez buddyzm i taoizm. Ale w przeciwieństwie do tych religii nie było żadnych obrzędów, uciążliwych ograniczeń stylu życia ani wymogu wyrzeczenia się świeckiego świata. Falun Gong przedstawił istotę kultywacji i uniknął ezoterycznego języka starożytnych świętych pism.

Krótkie wprowadzenie do Falun Gong, znanego także jako Falun Dafa.

Chińska opinia publiczna szybko uznała Falun Gong za prawdziwie użyteczny zestaw zasad do prowadzenia życia mającego sens. Przyciągnęło to ludzi ze wszystkich środowisk i warstw społecznych, w tym słabo wykształconych rolników, profesorów uniwersytetów, gospodyń domowych i kadr komunistycznych. Powszechny sentyment wśród Chińczyków, którzy zetknęli się z Falun Gong, niezależnie od tego, czy zdecydowali się praktykować, czy nie, był odrodzeniem prawdziwego dziedzictwa Chin. Jak mówi emerytowany chiński urzędnik pan Hao Ye: „Ludzie naprawdę wzięli to sobie do serca. W Falun Gong wierzymy, że prawdziwe, starożytne i dobre rzeczy wróciły!”

Medyczny cud

Falun Gong nauczało, że prawdziwe i trwałe zdrowie może nastąpić tylko po uwzniośleniu myśli i zachowania. I tak było w istocie. Sondaż przeprowadzony w 1998 roku wśród 6000 praktykujących w mieście Dalian wykazał niemal całkowity współczynnik wyzdrowienia wśród osób z chorobami. Podobnie wykazały podobne badania w innych chińskich miastach i w Rosji. Nawet pacjenci przewlekle i śmiertelnie chorzy – tacy jak ci z rakiem, chorobami immunologicznymi i problemami neurologicznymi – dzięki praktykowaniu Falun Gong i bez pomocy medycznej wykazywali znaczący lub całkowity powrót do zdrowia.

Badanie przeprowadzone w 2016 roku przez australijskiego naukowca wykazało, że praktykujący Falun Gong zgłaszali mniej problemów zdrowotnych, mieli lepszy nastrój i znacznie niższe spożycie narkotyków i alkoholu w porównaniu z innymi osobami. Przypadki te pokazały, że praktyka oddziaływała na całościowe zdrowie jednostki – emocjonalne, psychiczne i fizyczne.

W wywiadzie dla US News & World Report z 22 lutego 1999 r. urzędnik Chińskiej Państwowej Komisji Sportu pochwalił praktykę za zmniejszanie krajowych kosztów leczenia: „Falun Gong i inne rodzaje qigong mogą każdej osobie zaoszczędzić rocznie na leczenie 1000 juanów opłat. Jeśli ćwiczy 100 milionów ludzi oznacza to 100 miliardów juanów zaoszczędzonych rocznie na kosztach leczenia”. Urzędnik powiedział, że ówczesny premier Zhu Rongji był z tego powodu bardzo zadowolony.

Komunistyczna tyrania podnosi swój wstrętny łeb

Niestety, dobra reputacja Falun Gong zwróciła uwagę ekstremistów w partii komunistycznej. Już w 1996 r. główna książka Falun Gong, Zhuan Falun, została zakazana przez rządowych cenzorów. Komunistyczni partyjni ideolodzy ogólnie krzywo spoglądają na grupy wyznaniowe. Nie akceptują Falun Gong z powodu jego ogromnej popularności i dlatego, że wywołało wśród opinii publicznej pragnienie tradycyjnej kultury, w tym wiarę w boskość, którą to partia przez dziesięciolecia próbowała wykorzenić.

Jiang Zemin, biurokrata z Szanghaju, wybrany został w 1989 roku, aby przewodzić KPCh po tym jak aktywnie wspierał masakrę studentów na placu Tiananmen poprzez tłamszenie protestów i głównej gazety podlegającej jego jurysdykcji. Był przerażony czymkolwiek co mogło być poza jego kontrolą i co mogło podbić ludzkie serca. Dekadę później Jiang stał się zazdrosny o to, że tak wiele osób podziwiało pana Li i zdecydował, że praktyka ta ma zostać unicestwiona. W artykule Washington Postz listopada 1999 r. o represjach wobec Falun Gong napisano, że „determinacja Jianga została jeszcze bardziej wzmocniona, kiedy dowiedział się, że ludzie blisko niego byli wyznawcami grupy”.

Latem 1999 roku Jiang zadziałał niezależnie od Kongresu Ludowego i rozpoczął kampanię mającą na celu wyeliminowanie tej praktyki. Zgodnie z artykułem The Washington Post z 1999 roku, źródła Partii Komunistycznej twierdziły, że Stały Komitet Biura Politycznego nie poparł jednogłośnie represji wobec Falun Gong i że to sam Jiang zdecydował się je zainicjować.

W czerwcu 1999 roku Jiang założył Biuro 610 (chińska wersja Gestapo) w celu masowego porywania i pozasądowego więzienia praktykujących. W prawdziwie dyktatorskim stylu ogłosił, że jego celem jest „zrujnować ich reputację, doprowadzić ich finansowo do bankructwa i wyniszczyć fizycznie”. W międzyczasie cały kontrolowany przez państwo aparat medialny posłusznie przeszedł w tryb usprawiedliwiania ludobójczej kampanii Jianga. Od tamtego czasu trwa zniesławianie, deprywacja finansowa i zabójstwa. 

Powrót do mrocznych czasów chińskiej rewolucji kulturalnej

Jedną z najpotężniejszych broni w komunistycznym arsenale jest opinia publiczna. Pod koniec lat 90-tych chińskie państwowe media otrzymały zadanie zmiany opinii publicznej na temat Falun Gong. Przy ponad 70 milionach ludzi praktykujących Falun Gong, wielu Chińczyków słyszało o jego korzyściach z pierwszej lub drugiej ręki i z pewnością słyszało świetne opinie o praktyce z samych mediów państwowych.

Aby zrealizować takie zadanie, w lipcu 1999 r. KPCh rozpoczęła w całym kraju coś, co można określić jedynie jako „maraton propagandowy”. Państwowa telewizja transmitowała do domów w całym kraju i przez całą dobę oczerniającą propagandę piętnując Falun Gong jako zagrożenie dla społeczeństwa. Zaledwie siedem dni po rozpoczęciu kampanii władze chwaliły się, że skonfiskowały ponad 2 miliony „nielegalnych” książek Falun Gong. Niektóre miasta były nawet świadkami wieców organizowanych przez Biuro Bezpieczeństwa Publicznego, na których palono książki. Pod koniec pierwszego miesiąca kampanii głos partii Trybuna Ludu zamieściła oszałamiające 347 artykułów, w których szkalowano Falun Gong.

PUBLICZNE PALENIE KSIĄŻEK Plakaty Falun Gong, pisma i książki, które głoszą prawdę, życzliwość i cierpliwość są palone na rynku jako część masowej kampanii zniszczenia wszystkich śladów Falun Gong w Chinach.

Mieszkańcom Zachodu trudno sobie wyobrazić skalę presji wywieranej na społeczeństwo. Dzieci w wieku szkolnym zmuszano do studiowania nienawistnych wymysłów z podręczników; egzaminy wstępne na studia zawierały pytania krytykujące Falun Gong; w miejscach pracy odbywały się na ten temat obowiązkowe „sesje szkoleniowe”. I oczywiście, gdziekolwiek ludzie się udawali otaczała ich nieustanna fala propagandy. Skutki tego pozostają zaszczepione w wielu chińskich umysłach po dziś dzień.

Pomimo usilnych starań KPCh, w połowie 2000 roku – cały rok po rozpoczęciu kampanii prześladowań – wiele osób w całym kraju wiedziało, że Falun Gong było dobrą, prozdrowotną praktyką i pozostało nieprzekonanych lub przynajmniej nieporuszonych działaniami Partii. To zaczęło się jednak radykalnie zmieniać na początku 2001 roku, kiedy to reżim w Chinach zaaranżował wydarzenie, które miało odwrócić losy przeciwko Falun Gong.

23 stycznia 2001 r. pięć osób rzekomo podpaliło się na placu Tiananmen w Pekinie. Całą scenę uchwycono kamerą z różnych ujęć. Skąd ekipy telewizyjne państwowych mediów dokładnie wiedziały, gdzie umieścić swoje kamery tuż przed „spontanicznym protestem”, jest bardzo podejrzane. W ciągu kilku godzin kontrolowane przez państwo media zasypały opinię publiczną fałszywymi doniesieniami, że „samospaleni” to praktykujący Falun Gong. Raporty te zawierały makabryczne nagrania ofiar i przedstawiały nauki Falun Gong jako bezpośrednio odpowiedzialne za tę tragedię. W rzeczywistości, nauki Falun Gong surowo zabraniają zabijania, w tym samobójstwa. Praktykujący Falun Gong w całych Chinach i za granicą odrzucili ten rzekomy czyn jako coś, czego szczerzy wyznawcy nigdy by nie zrobili. 

W ciągu kilku tygodni po tym zdarzeniu odkryto mnóstwo dowodów, które wskazywały, że cały incydent został zaaranżowany przez KPCh. Gazeta Washington Post opublikowała śledztwo w sprawie dwóch „samospalonych”, które wykazało, że nigdy nie praktykowali Falun Gong. Jednak ludzie w Chinach nie mieli dostępu do tych informacji, a chińskie państwowe media kontynuowały zmasowaną kampanię mającą na celu przedstawianie „samospalonych” jako praktykujących Falun Gong.

Makabryczny charakter tych raportów i częstotliwość z jaką były nadawane zaczęły przynosić efekty. Ludzie w całych Chinach przeszli od szanowania i sympatyzowania z Falun Gong do odrzucenia i atakowania praktyki. Członkowie społeczeństwa, którzy nie byli przekonani przez miesiące niekończącej się propagandy oczerniającej Falun Gong, w końcu zjednali się z linią partii. Wzrosła wrogość wobec praktykujących, a KPCh nasiliła swoje prześladowania poprzez zintensyfikowane aresztowania, tortury, zabijanie i przymusowe pobieranie narządów.

Nieokiełznane tortury i maltretowanie

Klimat strachu i paranoi sprzyjający raportom o samospaleniu utorował partii drogę do wyciągnięcia kartki z rewolucyjnego podręcznika komunistycznej rewolucji – wykorzystania zaplecza psychiatrycznego do złamania swoich wrogów. Zdrowych ludzi, którzy praktykowali Falun Gong, uznawano za obłąkanych, jeśli nie poddawali się presji, by przestać praktykować – ponieważ kto przy zdrowych zmysłach kontynuowałby wiarę, która jak „przyznało” całe społeczeństwo, jest szkodliwa?

Ośrodki prania mózgu wpompowywały wizualną i dźwiękową propagandę do umysłów praktykujących całymi dniami, aż nie byli już w stanie odróżnić własnych myśli od tych, które zostały wytworzone przez państwo.

W ten sposób praktykującym na siłę podawano leki psychotropowe i poddawano innym niebezpiecznym terapiom, aby wyleczyć ich z rzekomego urojenia. Władze uznały behawioralne skutki tych substancji za kolejny dowód na to, że praktyka ta wywoływała psychozę, więc cykl niekończących się udręk trwał nadal. Ośrodki prania mózgu wpompowywały wizualną i dźwiękową propagandę do umysłów praktykujących całymi dniami, aż nie byli już w stanie odróżnić własnych myśli od tych, które zostały wytworzone przez państwo.

W artykule z 2002 r. opublikowanym w The Journal of the American Academy of Psychiatry and the Law odnotowano: „Wiadomo, że co najmniej 57 szpitali w 36 miastach jest zaangażowanych w nielegalne przetrzymywanie praktykujących [Falun Gong], a niektóre z nich zlokalizowane są w dużych miastach takich jak Pekin, Szanghaj, Nanjing, Guangzhou, Hangzhou i Wuhan. Co najmniej sześć z 320 udokumentowanych zgonów spowodowanych przez oficjalne znęcanie się było wynikiem nadużyć podczas leczenia psychiatrycznego”. Wraz z upływem lat i powstawania coraz bardziej wyrafinowanych narzędzi prześladowań liczba takich placówek rosła.

HISTORIA PRZEŚLADOWAŃ Bliższe przyjrzenie się jak i dlaczego Komunistyczna Partia Chin namierzyła Falun Gong jako cel brutalnej kampanii „wyeliminowania” praktyki (czas trwania: 10 min.)

Nadużywanie systemu medycznego w celu torturowania obywateli Chin było tylko częścią wieloetapowych prześladowań. Przez ostatnie 20 lat praktykujący i ich rodziny znajdowali się pod stałym nadzorem. Ich telefony są podsłuchiwane, a komputery śledzone. Znajdowanie się pod obserwacją policjantów po cywilnemu, obserwujących każdy ich ruch, jest powszechnym doświadczeniem dla wielu praktykujących w Chinach. Niektórzy żyją w stanie ciągłego nieoficjalnego aresztu domowego.

Ci, którzy nie mają szczęścia, trafiają często do obozów pracy, gdzie oprócz pracy fizycznej na 18-godzinnych zmianach muszą znosić różne techniki tortur takie jak rażenie pałkami elektrycznymi, przypalanie żelazem, wiązanie ciała całymi dniami w bolesnych pozycjach, karmienie siłą przez plastikową rurkę włożoną do nosa roztworami soli lub ludzkimi odchodami i wyrywanie paznokci kawałkami bambusa.

PRZEDŁUŻAJĄCE SIĘ TORTURY Pani Ren Shujie spędziła dwa lata w chińskich obozach pracy za wiarę w Falun Gong. Po uwolnieniu była bardzo wychudzona i nigdy w pełni nie wyzdrowiała. Zmarła w 2005 roku.

Do chwili obecnej zagraniczni obrońcy praw człowieka potwierdzili ponad 4000 zgonów, chociaż faktyczna liczba ofiar jest wielokrotnie wyższa. Udokumentowano setki tysięcy relacji dotyczących tortur lub znęcania się w areszcie. Miliony osób zostało uprowadzonych i przetrzymywanych w obozach pracy, więzieniach, prowizorycznych ośrodkach zatrzymań lub „czarnych więzieniach” (sieć pozaprawnych ośrodków detencyjnych, w których osoby przetrzymywane są bez procesu).

Ta wszechogarniająca kampania prześladowań nie jest skierowana do małej, marginalnej grupy. Celem są dziesiątki milionów ludzi w całych Chinach, pochodzących z najróżniejszych środowisk, nie licząc członków ich rodzin, którzy muszą znosić fakt, że ich bliscy mogą zostać w dowolnym momencie uprowadzeni przez lokalnych urzędników.

Do chwili obecnej zagraniczni obrońcy praw człowieka potwierdzili ponad 4000 zgonów, chociaż faktyczna liczba ofiar jest wielokrotnie wyższa. Udokumentowano setki tysięcy relacji dotyczących tortur lub znęcania się w areszcie.

Prześladowania te ogarnęły cały naród. To jest naród, w którym w pewnym momencie wszyscy znali kogoś, kto praktykował Falun Gong. Obecnie każdy obywatel Chin jest albo celem, sprawcą, dyskretnym obrońcą albo cichym pomocnikiem. Niektórzy w ciągu ostatnich 20 lat byli wieloma z nich. Praktycznie nikt nie pozostał całkowicie nietknięty.

Jak wyjaśnia prawnik zajmujący się prawami człowieka, David Matas, dopiero gdy cały ten obraz zostaje uwidoczniony – znormalizowana brutalność, ogromna liczba uwięzionych praktykujących Falun Gong, ich odczłowieczenie oraz długoletnia i publiczna praktyka Chin polegająca na usuwaniu narządów skazanych na karę śmierci – to przymusowe pobieranie narządów od tych niewinnych ludzi staje się wiarygodne. Dla nas na Zachodzie ludobójstwo przez grabież organów wydaje się niemożliwe. Jednak w Chinach wszystkie niezbędne do tego podwaliny zostały już położone.

Lekarze śmierci

Pierwsze poważne doniesienia o narządach pobranych od uwięzionych praktykujących Falun Gong pojawiły się w 2006 roku. W ciągu kilku krótkich lat praktykujący Falun Gong przeszli z bycia akceptowanymi i szanowanymi członkami społeczeństwa do stania się jego napiętnowaną podklasą. Wtedy okazało się, że ich ciała były sprzedawane na części.

Chiny nie mają kulturowej tradycji dawstwa narządów ani dobrowolnego systemu dawstwa. Od lat 80. XX wieku Chiny oficjalnie przyznały się do pobierania narządów od więźniów po egzekucji skazanych za wielkie zbrodnie. Nagle jednak chińskie szpitale zaczęły ogłaszać krótkie okresy oczekiwania na wątroby i płuca, ale bez odpowiedniego wzrostu liczby straconych przestępców, co nasuwa pytanie: skąd się wzięły te wszystkie narządy? Wiele osób, w szczególności desperacko szukający przeszczepów pacjenci, nie myślało o tym zbyt wiele i poleciało do Chin na szybkie operacje.

UJAWNIANIE OKRUCIEŃSTW (od lewej do prawej) Były kanadyjski sekretarz stanu (ds. Azji i Pacyfiku) David Kilgour, prawnik zajmujący się prawami człowieka David Matas i dziennikarz śledczy Ethan Gutmann mówią, że prawdopodobnie dziesiątki tysięcy praktykujących Falun Gong zostało zabitych dla ich narządów.

Były kanadyjski sekretarz stanu (ds. Azji i Pacyfiku) David Kilgour i David Matas przyjrzeli się dynamicznie rozwijającemu się chińskiemu przemysłowi transplantacyjnemu i odkryli istotne dowody istnienia chińskich maszyn do zabijania. W przeciwieństwie do nielegalnego handlu organami w innych krajach, narządy te nie pochodziły od zdesperowanych biedaków, którzy chcą sprzedać nerkę za gotówkę, ani od niczego nie podejrzewających osób porwanych przez gangi. W przypadku Chin rzeź sankcjonowana była przez państwo, a nielegalnym rynkiem był sam chiński przemysł przeszczepów.

Kilgour i Matas, do których dołączyli Ethan Gutmann, opublikowali aktualizację swoich badań w 2016 r. Bloody Harvest / The SlaughterAktualizacja szczegółowo opisuje typy i lokalizacje ośrodków transplantacyjnych, ilość, typ narządu, częstotliwość przeszczepów i źródła narządów. W przeszłej dekadzie wyprodukowano wiele filmów dokumentalnych pokazujących, że krótki czas oczekiwania i dostępność narządów reklamowana turystom medycznym oznacza, że organy nie mogą mieć innego źródła pochodzenia – więźniowie musieli zostać zabici na żądanie.

Co więcej, pojawili się naoczni świadkowie, aby opowiedzieć co widzieli lub co musieli robić w szpitalach, w których pracowali. Praktykujący Falun Gong, którzy zostali zwolnieni z więzień opowiadają o rutynowym typowaniu krwi i niewyjaśnionych badaniach. Od tego czasu lekarze potwierdzili, że tego rodzaju testy są niezbędne, aby dowiedzieć się, czy zatrzymany posiada zgodność tkankową z pacjentem przewidzianym do przeszczepu.

Jak zawsze, tam, gdzie udał się chiński Mengele podążył za nim jego Goebbels.

Przedstawiciele telewizji nadal reklamują najnowocześniejsze technologie przeszczepów w Chinach jako powód do narodowej dumy. Chińskie szpitale i ich filie za granicą ogłaszają na całym świecie krótkie czasy oczekiwania na organy. Najwyżsi urzędnicy służby zdrowia partii komunistycznej wyjeżdżają w podróże związane z relacjami publicznymi, aby wybielać chińskie praktyki transplantacyjne i składać puste obietnice etycznej poprawy.

Wielu tego nie kupuje.

W ciągu ostatnich dwóch lat coraz więcej stanów w Ameryce uchwaliło rezolucje potępiające przymusowe pozyskiwanie przez Chiny narządów od praktykujących Falun Gong. Izrael zarządził, że jego system ubezpieczeń zdrowotnych nie może finansować obywatelom Izraela przeszczepów w Chinach i uznał przyjmowanie narządów będących przedmiotem handlu za przestępstwo. Hiszpania karze obecnie 12 latami więzienia każdego, kto promuje lub ułatwia handel narządami. W Australii trwają obecnie prace nad ustawodawstwem, które ma na celu uznanie turystyki transplantacyjnej za nielegalną.

W 2018 r. powołano Niezależny Trybunał, którego zadaniem jest badanie przymusowego pobierania narządów od więźniów sumienia w Chinach. Ocaleni wystąpili naprzód, aby opowiedzieć swoje historie przed ławą przysięgłych w Londynie i w konsekwencji trybunał wydał tymczasowy werdykt stwierdzający, że jest przekonany ponad wszelką wątpliwość, że miało miejsce przymusowe pobieranie narządów. 

Obecnie 40 członków parlamentu Wielkiej Brytanii popiera zakaz turystyki transplantacyjnej do Chin. Ponadto lekarskie komisje rewizyjne weryfikują białe księgi przesłane przez chińskich chirurgów transplantologów, którzy mogli prowadzić swoje badania nad dawcami, którzy nie wyrazili na to zgody.

Budzenie świadomości w Chinach

Od pierwszych dni prześladowań praktykujący Falun Gong wierzyli, że klucz do pokojowego rozwiązania spoczywa na samych Chińczykach. Przecież to ludzie dokonują codziennych represji – małomiasteczkowe wydziały policji i administracja obozów pracy, nauczyciele szkolni zmuszani do donoszenia na nieskruszonych uczniów Falun Gong, sąsiedzi, którzy donoszą na sąsiadów. Praktykujący Falun Gong wiedzieli, że gdyby ludzie prawdę poznali, nie byliby dłużej zaangażowani w taką niesprawiedliwość.

Począwszy od 2001 roku i trwa to do dziś, praktykujący Falun Gong założyli prawie w każdym okręgu i dystrykcie kraju podziemne drukarnie – taki odpowiednik sowieckiego wydawnictwa podziemnego w Chinach. W swoich mieszkaniach praktykujący ustanowili bezpieczne połączenia internetowe, za pomocą serwerów proxy uzyskali dostęp do stron internetowych poza Chinami, pobrali ocenzurowaną literaturę na temat prześladowań Falun Gong i wykorzystali ją do produkcji domowych ulotek.

Inni dobrowolnie, zwykle w nocy, rozprowadzają tę literaturę. Takie działania wiążą się zawsze z dużym ryzykiem. Tysiące ludzi zostało aresztowanych, a wielu zabitych za posiadanie i dystrybucję tych materiałów lub za prowadzenie miejsc, które ją produkują.

Przyszłość najbardziej zaludnionego kraju na świecie leży w tym, jak odpowie na pytanie dotyczące Falun Gong.

Liczne dowody na istnienie tych podziemnych drukarni pochodzą z wielu źródeł: od oficjalnych statystyk policji dotyczących konfiskaty materiałów informacyjnych Falun Gong, po anegdotyczne świadectwa obywateli, którzy budząc się rano znajdują płyty CD lub ulotki o prześladowaniach czekające przed drzwiami wejściowymi ich domów. Strony internetowe rządu chińskiego i partii komunistycznej rutynowo dalej informują o wysiłkach zmierzających do ograniczenia obiegu literatury związanej z Falun Gong.

Przykładowo, wiosną 2009 roku Zarząd Transportu Prowincji Fujian wydał zawiadomienie nakazujące, aby wśród pozycji objętych ogólnokrajową walką z nielegalnymi publikacjami były te, które „oczerniały system polityczny kraju, wypaczały historię partii… [lub] nagłaśniały Falun Gong”.

Obecnie 200 000 lub więcej z tych podziemnych drukarni nadal działa w całych Chinach, co prawdopodobnie stanowi największy pokojowy oddolny ruch oporu na świecie.

Oprócz potajemnej dystrybucji literatury pod osłoną ciemności lub wśród bliskich przyjaciół i znajomych, niektórzy wyznawcy Falun Gong znani są również z tego, że chodzą od drzwi do drzwi, aby swoje historie opowiadać zwykłym obywatelom. Ich celem jest poprawa zrozumienia prześladowanej wiary, a stawka jest niewiarygodnie wysoka.

POKOJOWY OPÓR Kobieta praktykująca Falun Gong pokojowo apeluje w styczniu 2001 roku na placu Tiananmen. Takie apele były powszechne we wczesnych latach prześladowań.

W ostatnich latach wielu prawników zajmujących się prawami człowieka zaryzykowało swoją karierę i własną wolność, aby wypowiedzieć się przeciwko niesprawiedliwości wyrządzanej praktykującym Falun Gong. Być może najwybitniejszym z nich jest pan Gao Zhisheng. Umieszczony na okładce The New York Times w 2005 roku, a później nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla, Gao zaczął zajmować się sprawami Falun Gong w 2005 roku po przeprowadzeniu własnego śledztwa w sprawie prześladowań. „Okrutne, ogólnokrajowe prześladowania wyznawców Falun Gong nie mają precedensu” – napisał później pan Gao – „zarówno pod względem liczby osób bezprawnie zatrzymanych i zabitych, jak i pod względem stopnia brutalności”.

W ostatnich latach, prawnicy tacy jak Quanzhang Wang i Yanyi Xie aktywnie bronili Falun Gong w chińskich sądach. Jednak wielu prawników, w tym pan Wang i pan Xie zostało w 2015 r. aresztowanych w wyniku „akcji 709” – przeprowadzonych w lipcu 2015 r. aresztowań na dużą skalę prawników zajmujących się obroną praw człowieka. Pan Wang skazany został na cztery lata więzienia, chociaż jego miejsce pobytu jest nieznane. Pan Xie był przetrzymywany przez 18 miesięcy i torturowany.

W międzyczasie setki tysięcy Chińczyków, którzy nie praktykują Falun Gong wysłało oświadczenia na zagraniczną stronę internetową Minghui.org publicznie przepraszając za wcześniejszy udział w działaniach przeciwko Falun Gong. Wielu wyraziło wdzięczność założycielowi Falun Gong, panu Li, a także praktykującym za ich dobroć, odwagę i cierpliwość w rozbudzaniu dobroci w ludzkich sercach.

Ten rosnący chór głosów z Chin wzmacniany jest przez rosnące zaniepokojenie prześladowaniami na Zachodzie. Kongres Stanów Zjednoczonych przyjął pięć rezolucji pochwalających pokojową naturę Falun Gong, potępiających prześladowania i wzywających Chiny do ich zakończenia. Organizacje zajmujące się prawami człowieka, takie jak Amnesty International, Human Rights Watch i Freedom House wydały dziesiątki raportów dokumentujących przypadki bezprawnego uwięzienia, tortur i zgonów w areszcie.

Pod wieloma względami ból znoszony przez naród chiński w trakcie rządów komunistycznych w tym starciu między KPCh a Falun Gong osiągnął punkt kulminacyjny – despotyczny reżim w porównaniu do pokojowych duchowych praktykujących, którzy nie kontratakują i nie chcą się poddać. Nie napotykając żadnego oporu, chiński reżim tylko rozszerza stosowanie tortur i nadzoru, aby objąć nim coraz więcej swoich obywateli. Zaczęliśmy już widzieć to w ostatnich raportach o ujgurskich obozach koncentracyjnych i cyfrowym systemie „kredytu społecznego” do monitorowania zachowań mas.

W obliczu tych prześladowań każdy Chińczyk ma wybór – dalej kulić się ze strachu i cierpieć z powodu utrudnionej egzystencji pod niesprawiedliwym reżimem lub wyrzec się komunizmu i zacząć odzyskiwać prawdziwą chińską kulturę. Krótko mówiąc, przyszłość najbardziej zaludnionego kraju na świecie leży w tym, jak odpowie na pytanie dotyczące Falun Gong.