Dlaczego o tym nie słyszałem?

„Dlaczego o tym nie słyszałem?” – to pytanie, które praktykujący Falun Gong i ich zwolennicy wielokrotnie słyszeli od ludzi spoza Chin, gdy dzielili się z innymi szczegółami o skali i brutalności kampanii przeciwko grupie. W artykule tym autor Leeshai Lemish przygląda się sposobom przedstawiania Falun Gong w mediach międzynarodowych i dlaczego pozostaje to do dziś jednym z najgorszych kryzysów praw człowieka, o jakim nigdy nie słyszeliśmy.

„Jaka jest największa na świecie grupa więźniów sumienia – czyli ludzi uwięzionych za swoje przekonania lub poglądy?” Niewielu wykształconych odbiorców mediów na Zachodzie zna poprawną odpowiedź. To wyznawcy Falun Gong uwięzieni w Chinach.

Różne obliczenia różnych organizacji obrony praw człowieka, potwierdzone ostatnio badaniami przeprowadzonymi przez ostatnie dwa lata przez Ethana Gutmanna i przeze mnie szacują, że liczba praktykujących Falun Gong przebywających obecnie w więzieniach w Chinach wynosi co najmniej 200 000, a być może znacznie więcej. Według przedstawiciela Tybetu, z którym rozmawialiśmy w Tajpej, liczba tybetańskich więźniów sumienia, których uważa się za skazanych wynosi około 5000. Istnieje rosnąca, nieznana liczba chrześcijan potajemnie praktykujących w domach uwięzionych w Chińskiej Republice Ludowej, ale nadal są oni daleko w tyle za liczbami odnośnie Falun Gong.

Dlaczego tak niewielu ludzi, w tym naukowców wie o tym fakcie i o roli jaką odegrały media w kształtowaniu publicznego postrzegania Falun Gong? Oto niektóre z pytań, na które ten artykuł ma odpowiedzieć.

Okazuje się, że można być na przykład stałym czytelnikiem New York Times’a i nigdy nie słyszeć o Falun Gong. Inni mogą odnieść wrażenie, że „rozprawa z Falun Gong” była czymś co miało miejsce dekadę temu i nie stanowi już problemu. A jeszcze inni mogą od razu pomyśleć o Falun Gong jako o jakiejś dziwnej, zwariowanej grupie, której ofiary prześladowań być może nie są wcale godne naszego współczucia. Wszystkie te spostrzeżenia zakorzenione są we wzorcach przekazów medialnych opisanych poniżej.


Debaty

Trwa debata pomiędzy elitami religijnymi i wyznawcami religii z jednej strony, a dziennikarzami religijnymi z drugiej na temat uczciwości i dokładności przedstawiania religii w mediach. Pierwsza grupa twierdzi, że religie i ich wyznawcy są regularnie przedstawiani negatywnie, bez wyjaśniania kontekstu potrzebnego czytelnikom do zrozumienia omawianych wierzeń i zachowań. Ci ostatni twierdzą, że przekaz jest sprawiedliwy, wyważony i dokładny.

Podobna debata ma miejsce w odniesieniu do relacji prasowych na temat Falun Gong. Z jednej strony zwolennicy i wyznawcy Falun Gong twierdzą, że relacje zachodnich mediów były niesprawiedliwe w przedstawianiu grupy i prześladowań którym stawiają czoła – że media bagatelizują udokumentowane okrucieństwa, często umniejszają grupę i jej przekonania oraz dają zbyt dużą wiarę bezpodstawnym twierdzeniom pochodzącym z Pekinu. Z drugiej strony dziennikarze, z którymi rozmawiałem, twierdzą, że są obiektywni dając obu stronom konfliktu równe szanse na przedstawienie swoich poglądów, oraz że ich relacje na temat Falun Gong są wyważone i dokładne.

Sposób przedstawiania Falun Gong jest zatem ważnym studium przypadku w szerszej, ogólnej debacie na temat tego jak media zachodnie donoszą o religiach, a w szczególności o nowych grupach religijnych. Jest to również ważne studium przypadku, ponieważ stawka jest tak wysoka, biorąc pod uwagę, że chodzi tu o życie wielu osób. Rzeczywiście, moje badania wykazały, że zachodnia prasa ponosi często poważne konsekwencje za stan prześladowań praktykujących Falun Gong w Chinach.

[Nota wydawcy FDIC: sekcje wprowadzające w temat Falun Gong i poważnych naruszeń praw człowieka, których doświadczają praktykujący, w tej skróconej wersji artykułu pominięto]

Jak o tym wszystkim donosiła prasa zachodnia?

Aby zbadać sposoby w jakie było to omawiane w prasie zachodniej, przeanalizowałem 1852 artykułów o Falun Gong z lat 1999-2007, w siedmiu anglojęzycznych gazetach (NY Times, Wall Street Journal, Washington Post, LA Times, USA Today, London Guardian, The Australian) oraz trzy serwisy informacyjne (The Associated Press, Reuters, Agence France-Presse). Artykuły zostały przeanalizowane przy użyciu podstawowych technik analizy ilościowej badań mediów, które pozwalają zidentyfikować kluczowe słowa, źródła wiadomości pojawiające się w nagłówkach i zdaniach przewodnich oraz liczbę artykułów w czasie. Poniżej przedstawiono kilka kluczowych ustaleń.


Ustalenia

(1) – Zmęczenie współczuciem: relacje o Falun Gong spadły wraz ze wzrostem tortur i zabijania wyznawców.

Ten pierwszy wykres pokazuje całkowitą liczbę artykułów prasowych na temat Falun Gong w ciągu pół roku, które ukazały się w siedmiu głównych zbadanych gazetach.

Jak widać, chociaż zainteresowanie tym tematem było stosunkowo duże, gdy pojawił się po raz pierwszy, zachodnia prasa zaczęła go stopniowo, w miarę upływu czasu ignorować. Nie było to jednak spowodowane złagodzeniem kampanii. Wręcz przeciwnie, prześladowania narastały w miarę odwracania się prasy.

Ten wykres na niebiesko pokazuje roczną liczbę artykułów Associated Press, w których co najmniej raz wspomniano o Falun Gong. Na czerwono jest liczba udokumentowanych zgonów praktykujących Falun Gong (według www.faluninfo.net) w wyniku kampanii. Podobne wzorce stwierdzono w każdym z badanych mediów.

Jak widać, w tym samym czasie, gdy wzrosła udokumentowana liczba zgonów praktykujących Falun Gong w wyniku tortur w aresztach, liczba artykułów w zachodniej prasie (w tym przypadku w Associated Press) gwałtownie spadła.

(2) – KPCh miała większy wpływ niż Falun Gong czy organizacje obrony praw człowieka w określaniu, co jest publikowane i jak jest to formułowane.

W badaniu zapytano: Jakie były źródła wiadomości, które zainicjowały artykuł o Falun Gong? Aby to ustalić, zbadano źródła wskazane w nagłówku lub zdaniu przewodnim artykułu. Gdyby nagłówek artykułu brzmiał: „Centrum informacyjne Falun Gong: Kolejnych trzech praktykujących zmarło w wyniku tortur”, artykuł zostałby zaklasyfikowany jako zainicjowany przez Falun Gong. Gdyby zamiast tego brzmiał: „Wiadomości Xinhuainformują, że Falun Gong zmiażdżono”, artykuł zostałby zidentyfikowany jako zainicjowany przez chiński rząd.

Poniższy wykres pokazuje liczbę artykułów, w których chiński rząd (CG), Falun Gong (FLG) i organizacje obrony praw człowieka (HR) zostały wymienione jako główne źródło informacji w nagłówkach lub początkowych akapitach AFP i komunikatach Reuters.

Jak widać, artykuł o Falun Gong jest ponad dwa razy częściej inicjowany i często zafałszowany przez publiczne oświadczenia czy działania rządu chińskiego, niż artykuły Falun Gong lub organizacji obrony praw człowieka. Nie dzieje się tak dlatego, że Falun Gong nie zapewniło mediom materiałów. Centrum Informacyjne od 1999 roku regularnie publikuje komunikaty prasowe, a ja uczestniczyłem w wydarzeniach prasowych organizowanych przez praktykujących Falun Gong w Los Angeles, Nowym Jorku i Waszyngtonie na których nie pojawił się ani jeden dziennikarz.

(3) – Zachodnia prasa na określanie Falun Gong przyjęła negatywne, narzucone terminy często zakorzenione w chińskiej państwowej propagandzie.

Na przykład, w artykułach AFP i Reuters etykieta KPCh „kultu zła” dla Falun Gong pojawia się w większości fragmentów (78%). Trzeba przyznać, że termin ten jest prawie zawsze przypisywany KPCh, na przykład: „Rząd chiński uważa Falun Gong za kult zła”. Nie miało to miejsca w innych mediach. Gazety takie jak New York Times często odrzucały „zło” i nadal określały Falun Gong jako „kult”, tym razem bezpośrednio używając głosu dziennikarza. Takie określenia pojawiały się nawet w nagłówkach. Nie było jednak dyskusji na temat tego, dlaczego Falun Gong powinno być tak nazywane czy takie określenie było trafne, ani też skąd to określenie pochodziło.

Faktem jest, że termin, którego KPCh używa w języku chińskim dla zdyskredytowania Falun Gong jest dokładniej tłumaczony jako „religia heterodoksyjna”. Ale najwyraźniej chcąc wpływać na opinie na Zachodzie, w swoim angielskim dyskursie na temat Falun Gong KPCh wybrała zamiast tego termin „kult zła” ze wszystkimi jego negatywnymi konotacjami. KPCh próbowała porównać Falun Gong do Aum Shinrikyo, Świątyni Ludowej, Gałęzi Dawidowej i innych grup powszechnie określanych na Zachodzie jako kulty destrukcyjne. Jeśli niekwestionowane powielanie tego terminu przez zachodnich dziennikarzy jest jakąkolwiek wskazówką, etykieta ta była jednym z najbardziej błyskotliwych ruchów PR-owych KPCh.

Dziennikarze powiedzieli mi, że ich celem jest napisanie „wyważonych” artykułów o Falun Gong, w których obie strony mają szansę na uczciwe przedstawienie swoich poglądów. Pomijając na razie kwestię, czy taki cel jest etyczny czy zgodny z odpowiedzialnością dziennikarską, gdy chodzi o okrucieństwa związane z prawami człowieka, zbadałem, czy dziennikarze byli w stanie taką równowagę osiągnąć. Aby to zrobić, zbadałem, jak często każda ze stron miała szansę odpowiedzieć na zarzuty drugiej strony. Badanie wykazało, że kiedy dziennikarze cytują główny zarzut KPCh – że wyznawcy zmarli w wyniku odmowy przyjmowania lekarstw lub samobójstw (usprawiedliwiając w ten sposób zakaz praktyki), Falun Gong odpowiada na niego w 17,9% przypadków. Kiedy dziennikarze przytaczają główne oskarżenie Falun Gong – że wyznawcy są torturowani na śmierć, KPCh odpowiada w 50,2% przypadków. Oznacza to, że dziennikarze są prawie trzy razy bardziej skłonni dać szansę obrony KPCh.

Warto również zauważyć, że twierdzenia KPCh dotyczące wyznawców Falun Gong stanowiących dla samych siebie zagrożenie nie zostały potwierdzone przez żadne zewnętrzne źródło, a przynajmniej w kilku przypadkach twierdzenia te wydają się dość wątpliwe. Z drugiej strony twierdzenia dotyczące tortur i zabójstw zostały dobrze udokumentowane przez wiele organizacji zajmujących się prawami człowieka, a także przez coroczne raporty Departamentu Stanu [USA] i ONZ. Dziennikarze jednak prawie nigdy nie utożsamiają twierdzeń KPCh jako niezależnie niepotwierdzonych; ale kiedy powołują się na twierdzenia, że praktykujący Falun Gong są torturowani regularnie dodają zastrzeżenie, że takie twierdzenia są „domniemane” i nie można ich zweryfikować.

Analizy – podobne wzorce

Na pierwszy rzut oka wyniki tego badania mogą wydawać się dość szokujące. Gdy narastały naruszenia praw człowieka zachodnie media odwróciły się od tej historii i wciąż prześladowania ignorowały, nawet gdy tortury i zabójstwa wymknęły się spod kontroli. Co więcej, sprawca, w tym przypadku Komunistyczna Partia Chin, najczęściej dyktowała to, co będzie relacjonowane, a także wpływała na język w jaki opisywana jest ta grupa, którą prześladuje.

Jednakże z punktu widzenia badań literatury medialnej wyniki te nie są zaskakujące. Badania od dawna wykazywały, że źródłom rządowym przypisuje się więcej wiarygodności niż grupom opartym na społeczności, a działania lub oświadczenia rządu są uważane za bardziej warte opublikowania. Badanie to potwierdza również wcześniejsze ustalenia dotyczące trudności jakie mają media z relacjonowaniem przypadków łamania praw człowieka i odległego cierpienia często przejawiające się jako „zmęczenie współczuciem” i brakiem kontekstualizacji (zob. na przykład raport Międzynarodowej Rady ds. Polityki Praw Człowieka z 2002 r.).

Dla naszych celów jako studium przypadku traktowania nowych religii w prasie zachodniej, niniejsze badanie również potwierdza wcześniejsze ustalenia. Po pierwsze, potwierdza ustalenia Stuarta A. Wrighta (1997), że „wiadomości o niepopularnych lub marginalnych religiach bazują często na bezpodstawnych zarzutach lub działaniach rządu opartych na błędnych lub słabych dowodach”. Widzieliśmy to w prasie zachodniej powielającej bez zastrzeżeń różne twierdzenia KPCh dotyczące Falun Gong, mające na celu usprawiedliwienie jej kampanii wymazania tej grupy.

Badanie to dodatkowo potwierdza ustalenia Harveya Hilla, Johna Hickmana i Joela McLendona (2001), że „nowe ruchy religijne są konsekwentnie opisywane w nieprzychylnym języku”. W ten sposób bardziej ezoteryczne praktyki istniejących od dawna religii można opisać takimi terminami jak „tradycjonalistyczne”, podczas gdy te należące do nowej grupy zostaną przedstawione, a w przypadku Falun Gong czasami bezpośrednio zaszufladkowane jako „dziwne”, „dziwaczne”, i „zwariowane”.

Najbardziej godnym uwagi przykładem jest wątpliwe użycie słowa „kult” do opisania Falun Gong. Niezależnie od tego, jak mogą używać tego terminu badacze religii (a w tym przypadku nie konsultowano się z badaczami religii i ich opinie były przez dziennikarzy rzadko cytowane), nie ma najmniejszej wątpliwości, że powszechnie używany termin ma bardzo negatywne skojarzenia. Ale czy w tym przypadku jest to poprawne? 

Falun Gong to duża grupa licząca dziesiątki milionów praktykujących, ludzi, którzy wykonują wszelkiego rodzaju zwykłą prace, mają rodziny i prowadzą „normalne” życie. Nie ma izolacji od społeczeństwa, a Falun Gong nie pociąga za sobą żadnych zobowiązań finansowych czy majątkowych ani ograniczeń. Być może najważniejsze, Falun Gong nie ma w swojej historii przemocy, nawet po dziesięciu latach prześladowań.

Zarówno John Dart (1997) jak i Judith M. Buddenbaum (1998) ostrzegali przed przypadkowym używaniem tego terminu przez media i jego negatywnymi, często brutalnymi skojarzeniami. Etykietowanie Falun Gong wywodzi się z KPCh i mediów zachodnich, które często łykały przynętę, a w efekcie pomagały KPCh w dyskredytowaniu i marginalizowaniu tej grupy na arenie międzynarodowej, nadając jej etykietę, która raz umieszczona jest trudna do usunięcia.

Specyficzne czynniki

W przypadku Falun Gong kilka dodatkowych czynników przyczyniło się do tego zjawiska i warto je pokrótce rozważyć:

   1. Nieznajomość chińskich tradycji systemów samodoskonalenia. Dla dziennikarzy zachodnich wystarczającym wyzwaniem jest zmaganie się z wierzeniami nowych grup religijnych wyłaniających się z tradycji judeochrześcijańskich, Falun Gong wyłonił się jednak z nieznanej chińskiej tradycji samodoskonalenia. Niewielu dziennikarzy wiedziało coś więcej o qigong i jego różnych praktykach oraz zjawiskach, a tym bardziej nie znali taoistycznych dyscyplin higieny, czy buddyjskich koncepcji transformacji energii. W kontekście tych tradycji, w tym praktyk takich jak buddyzm tybetański, doktryna Falun Gong i opisy metafizyczne wcale nie są ekscentryczne.

   2. Blokady KPCh i trudności w dostępie. Jednym z najbardziej konkretnych wyzwań dla dziennikarzy pracujących w Chinach jest ich blokowanie przez aparat bezpieczeństwa partii komunistycznej. Dziennikarze, tacy jak Rupert Wingfield-Hayes z BBC, byli śledzeni, zatrzymywani, a nawet fizycznie atakowani za pisanie historii o Falun Gong. Dziennikarze nie mają dostępu do obozów pracy, więzień ani aresztów, z wyjątkiem rzadkich wycieczek z przewodnikiem do obozów potiomkinowskich. Sumienny dziennikarz może mieć ponadto poważne skrupuły co do spotkania z praktykującymi Falun Gong w Chinach, biorąc pod uwagę ryzyko dla życia rozmówców, jakie takie spotkania dla nich stwarzają. Jest zbyt wiele przykładów praktykujących, którzy zostali uwięzieni, a nawet torturowani i zabijani za rozmowę z zagranicznymi reporterami lub działaczami obrony praw człowieka.

   3. Autocenzura. Specjaliści od mediów doskonale zdają sobie sprawę, że Falun Gong jest obecnie jednym z największych tabu i najbardziej wrażliwym tematem w Chinach. Dziennikarze powiedzieli mi, że mają zasadę „zaciemniania” i nieporuszania tematów o Falun Gong. Reporterzy i redaktorzy mogą się decydować na trzymanie z daleka od prób pisania historii o Falun Gong z powodów osobistych, w tym obaw o utratę dostępu do funkcji rządowych, z powodu prześladowań lub obaw o cofnięcie wizy. Na poziomie korporacyjnym konglomeraty medialne poszukują dostępu do rynku chińskiego lub chcą mieć niezablokowane swoje strony internetowe w Chinach kontynentalnych, oraz rozwijać wspólne projekty. Wiedzą, że jedna historia o Falun Gong może usunąć ich gazety z chińskich kiosków z gazetami (jak w przypadku Time) lub audycja może zostać zdjęta z anteny (jak to się stało z BBC)

Pomimo tych trudności garstka dziennikarzy – jak Ian Johnson z Wall Street Journal i Philip Pan z Washington Post – wielokrotnie pokazywali, że wysokiej jakości reportaże śledcze dotyczące tej historii nawet jeśli są trudne, są możliwe.


Posumowanie

Więc co to wszystko oznacza? Dla Falun Gong, w warunkach prześladowań te wzorce relacji medialnych wiążą się z realnymi kosztami ludzkimi. Osoby, które przeżyły obozy pracy powiedziały mi, że zauważyły prawdziwą korelację między stopniem w jakim prześladowania, z którymi się zetknęli zostały za granicą ujawnione, a traktowaniem jakie ich spotkało. Niektórzy opisali, że zostali nagle w areszcie potraktowani lepiej, przeniesieni do lepszej celi i nie byli już torturowani. Dopiero po zwolnieniu zdali sobie sprawę, że zmiana nastąpiła dokładnie w tym samym czasie, kiedy ich sprawa została zagranicą nagłośniona.

Być może bardziej konkretnym przykładem są osoby ubiegające się o azyl. Uchodźcy Falun Gong szukają azylu politycznego na całym świecie. Jednak kilka krajów takich jak Kanada, Wielka Brytania i Australia prawie deportowało praktykujących z powrotem do Chin mówiąc, że nie wierzą, iż ci ludzie są narażeni na poważne ryzyko prześladowań. Można sobie wyobrazić, że jeśli pracownicy imigracyjni i sędziowie nie widzieli od lat żadnych raportów o prześladowaniach Falun Gong, łatwo mogą wyobrazić sobie, że niebezpieczeństwo to już nie istnieje. W kilku takich przypadkach praktykujący rzeczywiście zostali repatriowani; po przybyciu do Chin byli natychmiast wysyłani do obozu pracy, aby ponownie zostać poddanymi torturom.

Dla Komunistycznej Partii Chin ich kampania była lekcją międzynarodowego budowania wizerunku. W przeciwieństwie do epoki Rewolucji Kulturalnej w latach 60. i 70. dzisiejsza KPCh dba o swój międzynarodowy wizerunek. W okresie, w którym praktykujący Falun Gong byli w Chinach prześladowani, przywódcy partii z powodzeniem starali się uzyskać dostęp do organizacji międzynarodowych takich jak WTO i zdobyli trofea, takie jak igrzyska olimpijskie oraz przyjmowanie ich na czerwonym dywanie w zagranicznych stolicach. Dbają o ukrywanie okrucieństw i chcą uzasadniać swoją politykę wewnętrzną zagranicznym odbiorcom. Dzięki kampanii przeciwko Falun Gong Pekin dowiedział się, że zagraniczne media mogą być manipulowane.

Dla ogółu społeczeństwa lekcja jest taka, że jeśli chodzi o nowe grupy religijne, nie tylko nie można ufać oficjalnym źródłom rządowym, ale musimy być także sceptyczni wobec mediów głównego nurtu.


Leeshai Lemish pisze o Falun Gong od 2001 roku i prowadzi obecnie wraz z Ethanem Gutmannem badania do mającej się ukazać książki o prześladowaniach grupy i jej oporze.

Pełna wersja artykułu jest dostępna pod adresem http://www.cesnur.org/2009/slc_lemish.htm


How do you get over a billion people to believe a lie that they know is a lie? And if they don’t really believe the lie… How do you strike such fear into them that they become so petrified, they wont question it or even speak about it…? Watch: Lies that Kill, The Propaganda Machinery of the Chinese Communist Party.